END OF LIFE tego bloga

Witajcie, więc oto koniec życia tego bloga… dlaczego? bo mam nowy
nowy jest pod adresem
blog.saweko.org i od dzisiaj jest moim nowym blogiem, w momencie pisania tego posta mój aktualny blog osiągnął 4030 przeczytań, więc całkiem nie źle jak na narzekania informatyka
Miłego czytania nowego….

tygodnie mijają a ja jakby martwy…

a przynajmniej mój blog… więc minęło trochę czasu…. trochę…hmm mało powiedziane, do czech drugi raz nie pojechaliśmy bo była awaria auta i zabrakło dla mnie miejsca…ale co tam, tydzień po planowanych Czechach pojechaliśmy do Gierałtowa. Co się będę rozpisywał… było odjazdowo, pierwszy dzień było picie..i to konkretne, drugi jazda na rowerze i to konkretna…jeżeli chodzi o wrażenia? było wspaniale… dało mi to zapas sił żeby przetrwać orkę, którą sobie (chyba sam) w pracy tworze/jest…. w sumie dystans około 50 kilometrów w naprawdę ciężkich górach..mam nadzieję że uda mi się gdzieś pojechać w tym tygodniu… jest szansa… Rowerek dostał upgrade… i to też nie najgorszy… trzeba przyznać… Cały nowy napęd…tzn kobra LX, kaseta LX, łańcuch LX…w sumie wczoraj w czasie treningu poluzowało mi się ramie korby… więc dzisiaj idę do chłopaków, żeby to zobaczyli, ocenili, naprawili czy co tam sie z tym da zrobić. Wymiana była konieczna bo się stara korba rozsypała…łańcuch zaczął świrować na 2 zębatce co praktycznie uniemożliwiło jazdę….
Co tam jeszcze ciekawego.. od dzisiaj będę na nowej umowie, znacznie lepiej płatnej. wszystko wskazuje że zwiążę się z tą firmą na najbliższe 5 lat… kupuje laptopa bo stwierdziłem że jest mi potrzebny… wybrałem taką konfigurację że powinna pozwolić mi pracować na baterii około 20h… powinno starczyć na dojazd do Świdnika… przebywanie na studiach i takie tam…czas pokaże co z tego wyjdzie…. No to chyba tyle w tym momencie…jak mi coś przyjdzie do głowy to wtedy dopisze
link do galerii z poprzedniego wyjazdu
http://picasaweb.google.com/saweko/MTBGieraTW2007

po Czechach przed Czechami

Witajcie!
Więc stało się i pomimo mojej końcowej niechęci pojechałem na wyjazd do Czech….moje pierwsze odczucia…. Dżizas w życiu nie jechałem tak długiego podjazdu, nie wiem ile miał, ale imho koło 10km…. na koniec wymiękłem…. prowadziłem z 50 metrów rower…ale co tam warto było.
Ekipa zajebista, kilka kobiet, kilku facetów, dwa małżeństwa… było nas 12 osób… masakra… po prostu masakra, Jedna z tych osób nie dojechała do końca bo miała wypadek co było końcem wycieczki… ale o tym później. Więc równiutko o 8 stawiłem się pod budynkiem Cuprum/Dialog we Wrocławiu na Placu JP2… dojeżdżam a tam pusto, nikogo niema…. na początku pomyślałem że pomyliłem godziny i pojechali bezemnie, naprawdę…. Jeżdżę w kółko taki maksymalnie wkurwiony…szkoda normalnie gadać…ale powoli ludzie się zjechali, ekipa fajna…. o 9tej sie w końcu zebraliśmy…rozebraliśmy rowery i jazda, nie wiedziałem że do kombi można zapakować 6 rowerów i 5ro ludzi…można ;) … No dojechaliśmy do granicy. w końcu jako ostatni..ale co tam, niektórzy wymienili jakąś kasę na korony…. ruszyliśmy, w ciągu pierwszych 30 minut pierwsza guma… koleżanka Paulina miała pecha no i… Po zmianie ruszyliśmy dalej, w między czasie jechaliśmy taką szosą na której moim górskim złomem rozpędziłem się do 60 więc po prostu masa… Później zaczęły się góry i podjazd, cały czas pod górę… mocno pod górę…jedziesz niby jest płasko a mimo to nie masz siły…ale wystarczy spojrzeć za siebie i widzisz coś niesamowitego…podjazd jest po prostu przejebany… Na najdłuższym podjeździe wymiękłem …. dojechałem do prawie końca ale wymiękłem…nie miałem siły..prowadziłem rower z 50/100 metrów aż doszedłem do niezadowolonej grupy ludzi która na mnie czekała, na szczęście nie bylem ostatni…ufff….później znowu podjazd, ale w porównaniu z poprzednim już nic nie czułem i nie było mi w ogóle źle, później zaczęło się kilka fajnych zjazdów, niesamowitych coś kosmicznego, poniżej wrzucam link do galerii z wyjazdu to sobie pooglądajcie… Później był jeden fajniutki zjazd, przez ekipę określony jako techniczny…czyli?…czyli jedziesz wolno pod dużym kontem w dół ogólnie masakra….podłoże to porośnięte trawą skały…z odrobiną ziemi, tam dzieje się pierwsza wywrotka w grupie, jeden kolega zresztą mój kierowca przewraca się na jedną z dziewczyn…zresztą to też jest na zdjęciach…. później zaczął się wspaniały zjazd… długi z 7 kilometrów….i pod dobrym kątem…prędkość? kurde ponad 40… po skałach, co jakiś czas kanał odwadniający który przeskakiwałem, kiedy dojeżdżam na dół i dowiaduje się że jedna z dziewczyn, która z nami jechała miała wypadek….niestety zakończyło to całą wycieczkę. Wypadek był na tyle poważny że nie była w stanie wejść na rower, uszkodzenie kolana, 6 tygodni w gipsie i takie tam….rower cały… szkoda…. w sumie reszta wycieczki polegała na dowiezieniu jej do samochodów i takie tam…. powrót, na koniec kapeć na bielanach wrocławskich… koniec, dystans koło 50 km w sumie, różnicy wzniesień nie znam ale było moim zdaniem ostro…nie wiem jak inni to oceniają…..
Później minął tydzień pod znakiem nie jeżdżenia na rowerze, najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało…ale nadeszła niedziela a wtedy wsiadłem na rower i zrobiłem 45 kilometrów po mieście, poniedziałek dojazd do pracy czyli 8, wtorek dojazd do pracy 8 + 14 wieczorem, środa dojazd do pracy + 18 wieczorem.Dzisiaj tylko dojazd do pracy…wyluzowałem bo się czuje trochę zmęczony, jutro dojazd do pracy… sobota nie dotykam roweru, a w niedziele znowu jedziemy do Czech przejechać całą tą trasę więc coś niesamowitego….W międzyczasie dostałem pierwszą wypłatę w nowej firmie, jest satysfakcjonująca…. 2,3,4 jestem w Świdniku, mam wpaść do dentysty… Będzie też Karolina na wakacjach z Holandii. Nie będzie rodziców i to jest piękne…. no to chyba tyle, jeszcze link z galerii
http://picasaweb.google.com/saweko/CzechyGory8072007

07.07.07 hmmmm wcale nie tak smutno jak się zapowiadało

Witajcie!
Więc ten dzień, jako że dzisiaj koło Wrocławia, na jednym z okolicznych lotnisk odbywa się moja wymarzona impreza miał być dniem smutnym/z powodu mojego nie bytu na niej ofcoz/….lecz…. haha załatwiłem sobie idealne antidotum w postaci jutrzejszego wypadu rowerowego w góry… będzie fajnie….jadę do Czech!!! obczajacie? Wpadłem dzisiaj do sklepu rowerowego w którym ostatnimi czasy remontowałem mój rowerek…no i… zapytałem się czy jutro gdzieś jadą a gość do mnie, jadą i jest miejsce, chcesz jechać? zapisanych widziałem 20 osób…. kurde ale będzie czad, właśnie wróciłem z zakupów… kupiłem płyny i batoniki na jutro… jakieś 4 litry izotoników oraz 6 batoników, dodam do tego porządne śniadanie i powinno starczyć na cały jutrzejszy dzień. W Czechach będziemy jeździć w górach…ehem nie pamiętam jakich… zresztą to nie ważne, wysokie mają być te góry więc będę po jutrze się ruszał trochę inaczej, albo wcale….zresztą nieważne. Będzie fajnie, a czas pokaże jak w rzeczywistości, spadam coś zrobić, nie wiem jeszcze co…coś wymyśle… Jak dobrze pójdzie to zrobię jutro trochę zdjęć oraz walne relacje…. ;)
Pozdrowienia…

jeszcze jedno

Ha właśnie zauważyłem że mój blog ma już prawie rok, ale hardcorowe wpisy z zeszłego lipca są, szkoda że nie mogę tego powtórzyć, spadam

dodatek do posta poniżej czyli fajne miejsca i pożegnanie

http://staramsie.blog.pl/ – doszedłem do wniosku(już trzeci raz opisuje ten blog, bo wordpress mi wywalał końcówkę posta ze 3 razy… ) że jest to coś niesamowitego, blog w formie komiksu, niesamowicie z jajem i w ogóle…warto…takie jest moje zdanie

http://wroclaw.magma-net.pl – tajemnice Wrocławia….to co lubię, bunkry schrony itp…zobaczcie

No![znów 3cie pożegnanie, a może było ich więcej]
Spadam do pracy. bo szkoda czasu, posiedzieć i popisać bloga mogę w domu a nie w pracy się tym będę zajmował…. mam internet to posty będę częściej wrzucać

Miłego dnia/dni, do usłyszenia
saw

piątek, czego znowu piątek

Ehhh trochę jestem przygnębiony, ale z drugiej strony już sobie znalazłem kolejny powód… w niedziele gdzieś pojadę jak dobrze pójdzie, a teraz co do powodu mojego przygnębienia…. Jutro tj. 07.07.07…..tak tak jest Creamfileds, niestety, gówno z tego będzie kasa się skończyła i h.! No nic, napaliłem się na tą imprezę strasznie, ale jeżeli mam wybierać impra-jedzenie?…wiadomo, student wybrał by impre, ale ja dopiero od stycznia wracam na studia…o tak będę dalej studiował w Lublinie, koszty które musiałbym ponieść w sytuacji gdybym chciał studiować we Wrocławiu są za duże… nie opłaca się…(jebany materialista ze mnie).. zresztą co 2 tygodnie w domu sobie będę… też fajnie, o nie nie w domu, tylko u rodziców, dom jest tutaj w Breslau…. co tam jeszcze ciekawego… dzisiaj przyszedł do mnie mój szef i zobaczył moją gazetkę rowerową(MR) i zaproponował wspólne wyprawy w Góry Smocze, może być naprawdę zaje…. ciekawe kiedy to wypali.
Wrocław dzisiaj zaskakuje mnie swoją pogodą tj. mocno mocno wieje, jak byłem w sklepie po jabłka(tak to mój główny posiłek w pracy ostatnio) to świeciło słoneczko, trochę wiało, ale pogoda na rower była idealna…teraz już tak nie jest znów się ściemniło i cośtam… ;)
Mam już internet szybki…o tak bardzo szybki, po prostu 500kB/s śmiga…fajnie co?, druga strona medalu jest taka że niema co ściągać. przez noc udało mi się zassać trochę muzy z tmb… wrócę do domu to przesłucham czy coś….
dzisiaj odkryłem kilka fajnych miejsc w internecie…. w sumie najfajniejsze to:

nudności życia codziennego(nie ciążowe :P)

Jak to mawia pewien znany jjjjjąkacz… sssiema!
No więc mam internet w domu, oczywiście posta powinienem pisać z domu, ale w domu trochę podłubałem przy swojej robocie to dla odmiany w pracy posta napisze….
Z creamfields nici, zabrakło mi kasy, ale olać to. Nie ta to inna impreza.
Czekam z utęsknieniem na wypłatę… ciekaw jestem ile dokładnie dostane, bo w tym miesiącu pracuje kilka dni krócej….
Internet w domu miał być 4 MBity, jest na razie 1Mbit, dzisiaj ma sie pojawić serwisant i rozwiązać problem, będą mi sie schaby szybciej ściągały…;) bo po co komu 4Mbity…?

A poza tym jeżdżę sobie co drugi/3 dzień na rowerku. Żyje w swoim mieszkanku przy Placu Staszica…, prowadzę mało ambitną egzystencję. Może przez pogodę, bo nie bardzo jest przekonywująca do jakichś spacerów albo czegoś takiego, kilka dni już pada, miasto prawie codziennie nawiedzają mniejsze lub większe burze. Ostatnia była taka że samochody w tunelach jak amfibie wyglądały.. nic szczególnego ani pocieszającego…
W między czasie, czyli w okolicach 29 czerwca byłem w Świdniku, co ciekawe zbiegło się to akurat z przyjazdem mojego brata i siostry z Irlandii, pogadaliśmy trochę, ja się kulturalnie skułem i poszedłem spać(do domu ofcoz), poza kilkoma widokami mojego brata nie pamiętam co się ze mną działo. Następnego dnia zamiast chlać/jak zawsze/ z wilkiem miałem spotkanie z kilkoma osobami które lubię(Dorota, Adam, innych nie znam) oraz z kilkoma których nie a przynajmniej mam do nich antypatie, za to wieczór zakończył się fatality w wood barze okolo 2 w nocy a ume… żyć nie umierać…. Powrót był straszny, cały wagon zajebany od Katowic ludźmi, dobrze, że ja wbijałem się na samym początku trasy, to przynajmniej miałem swoje stałe miejsce…. No nic, trza kończyć i brać się do pracy…tak praca jest kewl…miłego dnia. do usłyszenia

2 tygodnie później

Post jest piątkowy, ale internetu zabrakło w momencie wysyłania

Witajcie!
Więc minęły 2 tygodnie a moje odczucia dotyczące mojej nowej pracy się nie zmieniły a nawet umocniły, w każdym bądź razie jestem z firmy Contium bardzo zadowolony, jak na razie… W sumie z doświadczenia wiem, że zawsze na początku jest fajnie… Mam nadzieje, że tu tak zostanie, bo firma ze swoim podejściem do ludzi mi się podoba.
Co tam jeszcze ciekawego…poza pracą(niestety nie wiele się tego dzieje)… Finansowo stoję na granicy… Nie jest bardzo źle, ale nie można powiedzieć, żeby było jakoś wspaniale, napewno mój stan finansowy nie jest tragiczny, w tym miesiącu, a dokładnie na początku następnego będę mógł sobie pozwolić na szaleństwo na imprezie creamfields… ale o tym niżej.
Przeżyłem tydzień bez Kaczorka…pojechała do rodziny do Niemiec a ja odczułem zajebistość samotnego życia(samotne pod kątem mieszkam sam w mieszkaniu a nie bez kobiety czy coś takiego, w końcu nas nic nie łączy)… święty spokój, dom duży więc ciężko cały zasyfić… ;) sprzątasz kiedy chcesz, chodzisz nago i takie tam luksusy, żyć nie umierać ;)
Miałem fajny motyw kilka dni temu, chodziłem sobie po parkingu przed firmą i narzekałem w rozmowie telefonicznej że nie mam kasy na remont roweru, patrze a tu pod nogami leży 50 zł… no i dołożyłem jeszcze 20 i starczyło na remont roweru i jeszcze błotniki, niestety nie pasują do mojego roweru, ale dzisiaj pójdę je zwrócić…albo wymienię na inne albo kupie koszyk do bidonu. Jedno i drugie się przyda, ale chyba koszyk bardziej.
Co do creamfields….zajrzyjcie sobie na www.creamfields.pl, impreza zapowiada się niesamowicie…będzie fajnie conajmniej. Ze składu imprezowiczów przyjeżdża tylko Tobiasz, fajnie że przyjeżdża, bo samemu było by mi smutno a tak we 2ch można nieźle przykatować imprezę… całe miasto obwieszone plakatami:
Creamfields 2007 Promo plakat

piątek, jakaś normalna relacja

Witajcie again!
Coś gęsto się od postów robi na blogasku… ;)
Ano… oto pierwsza normalna nie za bardzo nacechowana emocjami relacja z moich kilku dni z nowej pracy… w sumie nie jest tak źle, od monitora nie bolą mnie oczy(chyba się przyzwyczaiłem) więc nie narzekam… W sumie ostatnio naprawdę nie jest źle… Dostałem kilka ciekawych zadań związanych z moimi ostatnimi kierunkami rozwoju. Co tam poza tym, na grill do lublina nie pojadę bo po pierwsze przesunął się termin grilla z soboty na niedzielę a po drugie krucho u mnie z pieniędzmi, boję się zostać bez środków do życia, jako, że mi się przesunęła wypłata o 10 dni. holera, to jest dla mnie duży problem, ten miesiąc będzie trwał 10 dni dłużej, a to już jest dużo…naprawdę dużo, nie wiem, nawet nie widzę perspektyw kiedy się odkuje w końcu, już taką kupę czasu żyje w prawdziwej nędzy że to się w głowie nie mieści, ale czas pokaże… zobaczymy… no to tyle… spadam do pracy. za pisanie bloga mi tu nie płacą… pozdrowienia.
ps. Karolina jak to czytasz to odezwij się proszę!

« Starsze wpisy