pierwsze dni@new job/work

helou…
Witajcie albo coś takiego w sumie…. Oto relacja z pierwszych 2ch dni w nowej pracy…
Moje pierwsze wrażenia? już jestem wkurwiony, w sumie dla tych co mnie znają to nic nowego…hihi głupota, cieszyłem się z nowej firmy, jeszcze nie zaczęło mi się tu podobać a już przestaje… o co dokładnie chodzi? a dostałem w sumie nie najgorszy komputerek, i nawet on działa… nie jest źle jeżeli chodzi o to, ale już 2 rzeczy mnie doprowadzają do szału, o ile mi się dobrze zdaje to mam 17 calowy monitor CRT, od którego mnie napierdalają oczy… nienawidzę jak bolą mnie oczy od jakiegoś monitora, nienawidzę ludzi którzy nie rozumieją że mam tylko jedne oczy… i kurwa w tym zawodzie bez nich jestem kaleką a jednocześnie oszczędzają 700 złotych kurwa na jebanej gównianej 17 LCD…. przecież monitor kosztuje teraz 700 złotych… pójdę z nimi porozmawiam, jeżeli nie dostanę innego monitora to sie zwalniam, mam jeszcze hujowe rozwalone krzesło…ale to podejrzewam zostanie jeszcze dzisiaj załatwione, jak nie to nie pracuje, mam to w dupie…lecz nic mnie tak dzisiaj nie wkurwiło jak blokada uprawnień administratora…. przecież to jest skandal, ludzie kurwa tak nie można, co ja kurwa pracownik biurowy jestem, że nie wiem co robie z komputerem, ale jak dzisiaj będę katował administratora to może zrozumie swój błąd, albo kogoś na niego napuszczę, nie wiem, jebie mnie to…. no i co długo trzeba było? hah ehhh
Co poza tym? nic w sumie szczególnego 16 jadę do Świdnika na grill pochlać sobie… będzie wesoło…. ogólnie w Świdniku jest wesoło w sumie dzisiaj zacząłem rozważać powrót…. przeprowadził bym się do lublina, tam też by było fajnie…. ;)
Co tam jeszcze innego? a zakładam sobie internet w domu. 6 mbitów, niezła rura…. he he, muzyka będzie leciała niesamowicie szybko… ;)

no to tyle, więcej mi sie nie chce pisać, będzie się coś ciekawego działo to napisze….
miłego dnia

ewa, wolność jako lepszy aspekt samotności, czołgi, morza zborza, śmierć….oraz inne wizje narkotykowe

Więc jakby tu opisać co się ostatnio działo w moim radosnym/smutnym/skromnym/bogatym życiu…. hmmm więc od wtorku jestem w świdniku. Od wtorku 22 maja… o tak, w między czasie byłem w Świdniku między 19 a 20 maja na komunię mojej chrześnicy… ale ogólnie mój normalny pobyt można liczyć od 22 maja godziny 23, jutro o godzinie jedenastej opuszczam to miejsce. może to i dobrze chociaż szkoda mi tego co zacząłem…chciałbym to skończyć, chociaż widzę, że nie miało by to sensu, w sumie można by to potraktować jako zabawę, chociaż chyba ja tak nie potrafię, albo może za mało jestem doświadczony? sam nie wiem… ale przejdźmy do konkretów standardowego blogowego średnio co 2tygodniowego sprawozdania z postępów w czynności zwanej życiem … ;)
Więc od ostatniej imprezy zdążyłem się zwolnić ze starej firmy, a przynajmniej postawiłem pewne warunki i jest szansa(istnieje przynajmniej), że uda mi się wygrać tą batalię…. Podpisałem umowę o pracę z nową firmą! hura @last jak ja to czasem mawiam od 4 czerwca idę do nowej firmy, nowe warunki finansowe, lepsze perspektywy oraz ciekawsze zajęcia oraz stanowisko, które można określić jako mocno atrakcyjne… kilka słów o nim:
Więc moja nowa praca będzie(przynajmniej tak mi się zdaje) polegała w 90% na badaniu nowych technologi… i późniejszym opracowaniu bilansów, sprawozdań, podsumowań i innego typu gówien, które będą prezentowały zespołowi programistów koszty użycia pewnych technologii, ich plusy i minusy…. stanowisko będzie się nazywało przez okres próbny programista a później specjalista do spraw rozwoju oprogramowania…pewnie dużo konferencji i takich tam. jak w rzeczywistości czas pokaże… jak już będę tam pracował to wtedy będę mógł napisać coś więcej…..
Co tam poza pracą, ostatnio niestety mój główny temat, trochę zanudzam ludzi oraz samego siebie… nie wiem kogo bardziej…
W sumie przyjazd do Świdnika zaowocował lekkimi uszkodzeniami wątroby od nadmiaru alkoholu, drobnymi dziurami w domowy/własnym budżecie… ale co tam, jestem zdania że warto było…kilka osób mnie zdenerwowało, nie ze wszystkimi się widziałem, kupiłem sobie kilka fajnych, albo i nie ciuchów…ale generalnie co wieczór kładłem się pijany i niezdolny do niczego, oprócz dzisiaj… we środę spotkałem się chyba z wilkiem, ale pewien nie jestem, w czwartek nie pamiętam, piątek z Iloną… oraz jej facetem Michałem, na koniec krótkie spotkanie z Kashem, Jagodą, Marcysiem i tak dalej, w niedziele Biboj, Tobiasz oraz Marcyś, miał być Wilk ale zdradził, Kash też zdradził…oby nic z tej zdrady sie nie urodziło :P , na koniec niedzielnego wieczoru wylądowałem najpierw w Krolu, później w kocie, na koniec w szafie, poniedziałek był przeznaczony dla najpierw Wilka później Ume… wtorek spędziłem ze słodką Ewą…. och słodziutka jest i mnie mocno zaskoczyła… właśnie teraz wyglądam na zaskoczonego człowieka… no co poza tym… w sumie nie jestem na dnie finansowym, jutrzejszy dzień, albo raczej późniejsza część dzisiejszego przyniosą wiele ciekawych rzeczy, oby jak najwięcej. no to tyle… nie będę się rozdrabniał, bo mi się spać chce a tu już prawie 2ga w nocy… a przynajmniej sie zbliża. więcej napisze w krótce…..ehhh z tytułu posta została tylko Ewa! ;)

Pozdro!

szalony weekend

no i minął kolejny tydzień, jak tak dalej będzie szło to już ostatni…
Pracy było tak standardowo, można powiedzieć, że nie dajemy sobą pomiatać, co powoduje, że pracujemy codziennie w granicach 8 godzin… fajnie nie?
W sumie w ciągu tego tygodnia to nie ma co opowiadać, z rana śniadanie, później praca, później obiad, kolacja i tak dalej,dopiero piątek był ciekawy, zaczęło się od powrotu do domu, w domu byliśmy już na 20, gdzie po wykonaniu podstawowych zakupów, kupiłem jedno wino, kaczorek miała drugie… wpadł kolega andriu i przywiózł trzecie… obaliliśmy 2… i poszliśmy spać. następnego dnia pojechałem na rozmowę do pewnej firmy programistycznej… gdzie po 1 godzinie dowiedziałem się, że jestem pożądany i z przyjemnością mnie przyjmą do pracy… i jak tu sie nie cieszyć… wieczorem było radości/paniki co nie miara, bo pofarbowałem Karolinie włosy na kolor jaki sobie kupiła, okazało się, że wyszedł nie ten co chciała odcień blondu. miał być blond skandynawski/zimny kolor/, wyszedł tak złoty jasny ciepły odcień blondu, co prawda włosy wyszły idealnie równo… lecz to nie było to czego chciała więc następnego dnia z powodu braku przeze mnie czasu/w końcu wracałem o 12 do bielska/ poszła do fryzjera i przefarbowała na to co chciała…. wieczorem farbowanego dnia w rozpaczy obaliliśmy 3cie wino.. było wesoło… cała niedziela praktycznie minęła mi na powrocie do bielska, pogoda cudowna, trzeba przyznać, że jest to coś niesamowitego co się działo na dworze…

Kilka słów o pracy… zamiast na młodszego programistę natychmiastowy awans na programistę… skrócony okres czekania na awans na starszego, oczywiście biorąc pod uwagę mój rozwój… umiejętność nauki i takie tam…skrócony okres próbny oraz wynagrodzenie wystarczające mi na kulturalne życie i studia. może być naprawdę fajnie… no to tyle….
nie ma co więcej pisać, do next time
saw

po weekendzie majowym

Wooooooooooow….. ale wyjebany weekend… ;)
Na początku kilka libacji alkoholowych w cudownym, wspaniałym i czasem trochę nudnym mieście Świdnik. Było fajnie, spotkania ze znajomymi i takie tam gówno, przede wszystkim alkoholizm na masę. ani jeden wieczór trzeźwy nie byłem, ale chyba na tym to powinno czasami polegać… później wyjazd na działkę Kash’a. Wyjazd z Murzynem/dzięki stary!/. Przyjazd na miejsce po pewnym czasie…trochę nam zajęło dojechanie… :)
Co tu ściemniać była po prostu masakra… zaszaleliśmy a ekipa popisała się dużym zgraniem. Pokazaliśmy co potrafimy.. było zajebiście
Zaczęło się gdzieś po przyjeździe, ilość alkoholu po prostu zastraszająca… z ekipy każdy kto powinien być, brakowało kilka osób…ale ogólnie było ok. Impreza od może 17 do 6 rano kiedy to dobrotliwy gospodarz postanowił zapewnić nam trochę snu… ;) hehe
Rano pobudka, zaglądamy do lodówki a tu śladu niema po żadnym alkoholu…kurwa poszło z 7 litrów wódki i nie wiadomo ile piwa……
Rekordziści ~2.6/Murzyn/ promila w wydychanym i troszkę mniej bo chyba ~2.5/Adaś/…po prostu jatka… reszta miała zawartość alkoholu w normie czyli odrobinę ponad promil… czasami trochę mniej, później trochę więcej… Co chwila Tobiasz nas rozweselał radosnym krzykiem Adamo… :) … haha. Wieczór tego samego dnia czad w klubie mayday poprzedzone grillem i odpowiednią dawką alkoholu. Muzyka w sumie bez przesady jeżeli chodzi o klimaty techniczne, trochę czasami za bardzo zajeżdżało dicho chamskim ale do przeżycia, ogólnie zabawa na 5+, zresztą co będę pierdolił bzdury…zobaczcie sami na końcu posta jest link do mojej galerii.

Oczekuje także, że każdy kto odwiedza tą stronę i ma jakieś foty z imprezy podrzuci mi je na mail saweko@saweko.org i będę mógł je udostępnić pozostałym…. !!!

tutaj zdjęcia do obejrzenia….
tutaj do pobrania. uwaga 50MB!

Od Patka
do pobrania od Patka

od Marcysia z filmem z wyprawy na ryby :P
Do pobrania od Marcysia

początek maja we wrocławiu

Oh yea! pierwszy pozytywny post od jakiegoś czasu… sie szykuje porządne party w cudownym mieście Wrocław… będzie sie działo, szczególnie, że koleżka do mnie przyjeżdża… więc będzie się działo jeszcze więcej i mocniej… mam nadzieje, że przetrwam :P
A plan jest taki od 3-5 włącznie impreza non stop. Mam nadzieje, że jeżeli dostanę nową pracę to wtedy będę mógł się wyrwać na 4tego…bo impreza wtedy też nie najgorsza:
3ci maj 2007:Wyspa Słodowa: Kult / Hey / Coma / Happysad / Lao Che czyli rockowy odjazd
4ty maj 2oo7: Pola marsowe: Paprika Korps, Myslovitz, Vavamuffin, Strachy Na Lachy
5ty maj 2oo7: Pola marsowe: Sidhartha, Kombajn Do Zbierania Kur Po WIoskach, DŻEM, IRA
I jak tu sie nie cieszyć!!! ale będzie masakra!!!!
Więcej info na: http://www.wrockfest.pl/ oraz http://www.majowka.eu
Pozdrówka
saw

zaorany jak koń

Kurwa! o tak ten post sie mocno zaczyna! przywaliłem znienacka

Więc… ehem… jestem wykończony pobytem tutaj. mam już tego wszystkiego dość całej tej pracy i w ogóle. Projekt idzie powoli, a żeby go skończyć został jeszcze z miesiąc… nie będę ściemniał szukam innej, bardziej normalnej pracy, chyba za wiele przeszedłem w poprzednich firmach, żeby dać się tak wykorzystywać. w każdym bądź razie to jest pierwsza praca w której mam wątpliwość czy chce pracować po 3ch miesiącach, naprawdę ciężka jazda ostatnio była bez żadnych konkretnych przerw na odpoczynek. niedziele wolne to trochę za mało, ale może przynajmniej dostane kasę za nadgodziny(coś nowego, w poprzednich firmach tego nie było.. ;) ). może w końcu trafię na coś normalnego?

Poza tym u mnie nic nie słychać, totalna wegetacja, do niczego innego nie można porównać ostatnich 2ch tygodni życia. Nic się nie dzieje, bo nie ma na nic czasu a tym bardziej nie ma na nic siły… takie to wszystko do dupy naprawdę.

Na weekend zostałem w Bielsku Białej… dlaczego? bo dojazd do Wrocławia pociągiem to 4:30 średnio, powrót to samo… w domu mam takie same zajęcia co tutaj, tylko, tutaj mam komputer i internet a w domu nawet tego bym nie miał.. w sumie miałbym rower. Oczy mi wysiadły… mam dość poważne z tym problemy…zapuszczam krople, które dają mi jakąś ulgę raz na jakiś czas….. co ja robie przy komputerze? a zobowiązałem się do jednej rzeczy i teraz trzeba to koniecznie! skończyć… kurwa coraz mniej czasu, ale ten tydzień mam nadzieję będzie normalny

No to tyle pozdrawiam i do zobaczenia. poniżej wrzuciłem kilka fotek tego gdzie mieszkam i co mnie otacza :)

to jest do nich link:

http://picasaweb.google.pl/saweko/BielskoBiaAMojaOstatniaWegetacja 

kurde sie dzieje dużo last time

Witajcie! albo witaj drogi czytelniku.

Więc tak sie wesoło stało/albo i nie wesoło, w zależności od punktu widzenia… że mój ostatni wpis był wtedy jak wyjeżdżałem z bielska, a mój aktualny wpis jest dzisiaj kiedy jestem w bielsku pierwszy dzień z dość długiej eskapady przerywanej małymi wyjazdami jedno/2 dniowymi, plan jest taki, żeby zostać tutaj till 26 april … w sumie zresztą jak zawsze nie wiele się zmieniło od ostatniego wpisu, siedzę i pracuje nad kilkoma tematami, ale tym razem na własnym sprzęcie dobrej jakości(swój przywiozłem) więc się nie muszę denerwować, że coś mi źle działa albo takie tam. Problemy z ciśnieniem wróciły, łykam prochy jak mały narkoman… o tak dużo dużo prochów. uspokajające jakieś i w ogóle na obniżenie ciśnienia, nie wiadomo dlaczego tak się dzieje… w sumie po prochach jest do wytrzymania/przeżycia.

Co tam jeszcze z newsów życiowych. z urlopem dziekańskim cyrk na kółkach. nie wiedzą, jedni mówią że sprawa już załatwiona drudzy mówią, że jeszcze nie i sam nie wiem co zrobić, zobaczymy, co jutro przyniesie. Roweru do bb nie udało się przywieść, to by było istne mistrzostwo gdyby udało mi się przywieść rower i komputer na raz ale niestety nie wyszło, może przywiozę go do bb w następnym tygodniu.
Od dzisiaj mam pracować po 12 godzin, ciekawe co? powiem wam dość ciekawą rzecz, dzisiaj byłem w pracy 15 godzin. wyobrażacie sobie? 15 godzin? w sumie produkcyjnych było koło 6 godzin mniej, ale to nie zmienia faktu, że czuje się jak szmata. dla mnie to jest mocno nie wyobrażalne….. ale postawiłem się w ostateczności i stwierdziłem że koniec, nie ma co przeginać, nie za takie pieniądze…

Święta…. o tak w między czasie były święta… ale już ich niema… w sumie przepiłem się w huj, puściłem trochę kasy i po wszystkim… nie byłem ani jednego wieczoru trzeźwy jeżeli chodzi o pobyt w Świdniku. Cudownym pięknym miejscem, gdzie moim ulubionym zajęciem jest picie… o tak, dużo alkoholu….dobrego… hmmm do utraty kontaktu z rzeczywistością… khe trochę się zapędziłem. W sumie ze świąt wyciągnąłem jeszcze 3 kg wagi więcej… muszę więcej na rowerze jeździć bo sie niedługo szerszy niż dłuższy zrobię…

Co do pracy… o dzisiaj mój jeden koleżka dostał nową robotę… ale bajer, zazdroszczę mu… po prostu niesamowita sprawa… odejdzie z smt… i będzie wolnym człowiekiem.. :) a ja w sumie przedwczoraj/wczoraj pobiłem rekord w pracy bez snu. tj 7 godzin w pracy w poniedziałek, później od 2 do 12 w pracy/najpierw podróż, później normalna praca/ później 4h snu więc sie nie liczy i od 16 do 20 w pracy… liczmy….7+10+4… o kurwa 21 h w pracy w ciągu 2ch dni… masakra po prostu pięknie!/pomijając że czubek jestem i siedziałem od 22 do 3 w nocy nad swoją robotą/

No więcej sie chyba powstrzymam od przemyśleń bo mnie nerwy chwytają… a to nie zdrowe….

Wracam do pracy

pozdrówka
saw

pozdrowienia z Bielsko Białej…. ostatni dzien wyjazdu, pierwszy dzień wyjazdu

Hejka, dzisiaj ostatni dzień pobytu w Bielsku Białej, jestem tutaj od poniedziałku i prawdopodobnie będę tutaj mieszkał do końca następnego miesiąca. będzie niezła zabawa… a dokładnie mówiąc dzisiaj miał być ostatni termin oddania projektu, a tu bęc i sie okazuje że jeszcze trzeba miesiąc czekać… no i prawdopodobnie klient uprze się żebyśmy zostali tutaj na miejscu… więc… będę mieszkał w bielsko białej…

Więc wnioski są następujące, prawdopodobnie nici z wyjazdu do Holandii, cieszę się i płaczę… 2 w jednym, tak samo jak chciałem i nie chciałem jechać… chyba raczej cieszę się… przepraszam Karolina, ale po prostu muszę zacząć w tym roku studia… i moi koledzy mówią, że to jest niemożliwe…i chyba mają racje a ja byłem najzwyczajniejszym frajerem że można to zacząć zdalnie, trzeba być realistą…. ale co tam, jeszcze nic przesądzonego.

Ostatni kryzys zakończył się, ja się w miarę otrząsnąłem… i jest znowu w miarę ok… chyba.. zresztą ciężko powiedzieć… na pewno teraz to i tak końcówka… czy tak czy tak gdzieś jadę więc co się będę przejmować…

Kolega, który jechał do warszawy bardzo bardzo szybko został z niej cofnięty… kiedy okazało się że po trzech dniach mnie jest za mało…pomijając całkowitą nie znajomość jego części… więc znów klepiemy we 2ch po stronie logiki/modelu na 2ch po stronie widoku, jeden od widoku został już oddelegowany.. niezłe jaja

Okazało się o dziwo, że nie dostałem urlopu dziekańskiego, mimo, że miałem go dostać. a to już w ogóle mnie rozeźliło, zapłaciłem pieniądze na konto i dziadowałem przez to cały miesiąc, powiedzieli mi w dziekanacie że jest urlop a tu sie okazuje że go niema… i jak tu sie nie wkurwić…. może być tak w ostateczności, że będę spieprzać za granice… niedługo jadę

W sumie co do mieszkania w BB to mi się podoba, w życiu nie miałem tyle czasu w górach.. jak dobrze pójdzie to przywiozę sobie tutaj rower i zrobię sobie najfajniejszy miesiąc w górach w moim życiu zwiedzając wszystkie okoliczne szczyty na rowerze… zobaczymy co z tego wyjdzie…ale już się doczekać nie mogę, do tego plan jest taki żeby przywieść sobie tutaj komputer i w ogóle się przeprowadzić, do wrocławia będę jeździł tylko prać…

No nic, zobaczymy, może uda się jeszcze jakieś pieniądze dodatkowe dostać za taki długi wyjazd?

Pozdrowka

saw

oh yea czyli o kurwa ale sie dzisiaj wydarzyło….. aż sie w głowie nie mieści

Więc witajcie, dzisiaj chyba została przełamana ostatnia bariera(z mojej strony) dotycząca mojego wspaniałego(albo i nie) wyjazdu do holandii gdzie będę pracował jako j2ee lub zgodnie z nową notacją firmy sun JEE senior developer…. no nic… jest to wszystko dziwne jakieś….

Więc dzisiaj miało miejsce zdarzenie o którego charakter możecie się tylko domyślać… nie podam wam dokładnie co się stało/dobrzy znajomi od razu będą wiedzieli co się stało/, lecz stało się coś strasznego…. już drugi raz w życiu zostałem postawiony w takiej sytuacji/napewno nie złośliwie, nic z tych rzeczy/ i pierwszym razem czułem sie jak ścierka…przez jakiś czas… kilka dni…a czyny do których doszło pozostaną mi w pamięci do końca życia…. nie uważam ich bynajmniej  za fajnych…w sumie narobiłem sobie i innym problemów, przykrości i innych takich. Dzisiaj było inaczej trochę, tzn. na początku byłem zrozpaczony…nie wiedziałem co ze sobą zrobić…. ehhh życie czasami bywa okrutne.. słyszysz życie? okrutne jesteś! :P …. ale po prostu takie ono jest… ale później mi przeszło. odseparowałem się od zdarzenia najlepiej jak potrafiłem… powiem, że nawet bardzo skutecznie a później stwierdziłem że głupi jestem(o tak i to bardzo haha)…  przeczekałem sprawę i jestem…. do czynów podobnych do poprzednich raczej nie dojdzie… zresztą zobaczymy co późniejsze dzisiaj przyniesie… ciężko naprawdę powiedzieć… na pewno nie chce być inicjatorem tych wydarzeń… jak się potoczy pokaże czas :) . od dzisiaj uważam się za znowu wolnego i może nawet szczęśliwego człowieka… nie wiem zresztą jak to będzie ale powinno być dobrze, w okolicach 20tego dostane na kilka chwil rower…. :) fajnie co, może będę miał miesiąc jazdy a może i nie…. czas pokaże a raczej jego dostępność

Co tam ciekawego w pracy? dzisiaj mój kolega, który razem ze mną zajmował sie dolnymi warstwami nasze aplikacji opuścił projekt zostałem tylko ja na 3ch programistów widoku… mam dwa komputery, powiem wam, że naprawdę wesoło wygląda teraz moje biurko, w sumie klawiatury 2 to nic nowego ale 2 myszki to już ponad moje możliwości..

Kurdę z tego wszystkiego dostałem gorączki…. nie wiem… nie mogę spać, siedzę owinięty w kilka warstw ubrań i i tak mną rzuca…. kurde mol! :P

Paszport będę miał na początku kwietnia i od razu praktycznie śmigam do Wenecji. Jeden kolega zadeklarował się nawet że pożyczy mi gangsterskich walizeq :P do przewożenia gratów samolotem… ale będzie masakra…. kurde jade zdobywać świat… mocno myślę nad całkowitą przeprowadzką do holandii…. w końcu 8 miesięcy to już bardzo nie wiele do wieczności… a studia po angielsku jestem tam w stanie skończyć…. i w sumie tam poziom niższy to będzie mi jeszcze lepiej szło… :)

Co tam jeszcze…. moja poprzednia firma upomniała sie o projekt który dla nich realizowałem jakiś czas temu a który z braku czasu został całkowicie porzucony….ahhh akurat mam gdzie wykorzystać flex’a…. będzie fajnie…. odbije się trochę od dna finansowego w które sie wprowadziłem całkiem radośnie zresztą

Ostatnie dni spędzam bardzo pozytywnie… w sumie w towarzystwie mojej nadal uważanej za wspaniałą i cudowną współlokatorki Karoliny…  było fajnie, ciekawe czy nadal tak będzie…. w sumie mam nadzieje…

Myślę poważnie nad wyprzedaniem mojego dotychczas uzbieranego dobytku…. nie jest tego wiele, ale rower i komputer chyba będzie trzeba pchnąć…. na co mi takie sprzęty?  jeżeli leżą kilka set /tysiąc km ode mnie? w ogoole mi sie nie przydadzą…

no to chyba koniec tego optymistycznie pesymistycznego radośnie nieradosnego hujwie jakiego posta…. do następnego usłyszenia weseli czytelnicy….

Pozdrowka

shczaf ;) haha

piątek kolejne starcie

Kurcze to już trzeci mój piątek tutaj… niestety wszystko wskazuje na to, że na początku maja będę opuszczał to wspaniałe miejsce… ludzi których poznałem, narazie było ich nie wielu ale wystarczająco dużo, żeby tęsknić… Jade do amsterdamu jako java developer… moje doświadczenie w temacie jest wystarczające… chyba…. mam nadzieje, że sobie poradze, zresztą w tym momencie nie mam wyjścia… w dniu jutrzejszym jestem skazany na nieplanowaną wizyte w domu, mocno mi to nie pasuje… i ze względów finansowych a także z powodu czasu, jaki mi pozostał na realizacje zadań w projekcie… ale nicto dyrektor zlecił i wyjścia niema…  musze sobie na szybko wyrobić paszport i nowy dowód osobisty.. no nic, z rana o 10tej zrobie nowe seksowne fotki, później sobie pojade i złożę prośbę o dowód osobisty a następnie pojade i załatwie paszport. wszystko to potrzebne mi jest, bo nagle okazało się, że muszę jechać do wenecji na szkolenie… jak mus to mus…. piękne miasto, zobacze kawałek świata. holera znowu nie moge zacząć studiować w tym roku, bo mnie nie będzie…  będe gdzieś indziej, 8 miesięcy. holera wcale mi to nie pasuje, narzekam tylko i narzekam, tylko wszyscy mówią że to bajer…ale to i tak niczego nie zmienia, no nic w niedziele jak dobrze pójdzie znowu porządnie się skuje, reset by się przydał od czasu do czasu. rower miałem nadzieje przywieść ale znow nie mam możliwości. kurwa! nie przywioze go tu nigdy…. ehhh ide sobie…. znow przez baby doła łapie, kurwa jak but glupi jestem i wogóle…

« Starsze wpisy Nowsze wpisy »